W 2024 roku kończyłam szkołę.
W międzyczasie dowiedziałam się, że w Urzędzie Pracy można uzyskać dofinansowanie na szkolenie indywidualne — czyli takie, które sama wybiorę i wskażę.
W planach miałam otworzenie własnej działaności.
Znalazłam idealną opcję: instytucję szkoleniową z Krakowa, z dużym doświadczeniem, świetnymi opiniami i szkoleniem prowadzonym przez praktyka. Dwudniowy kurs kosztował ok. 2000 zł i był dla mnie dogodny zarówno cenowo, jak i lokalizacyjnie. W marcu złożyłam wniosek.
Czekałam trzy miesiące na decyzję. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, urząd poinformował mnie, że… sam wybierze instytucję szkoleniową. Zasugerowałam konkretną firmę, ale urzędnicy stwierdzili, że teraz oni będą „analizować” i podejmą decyzję za mnie.
W czerwcu, po wielu telefonach i spotkaniach, dostałam informację, że wybrano dla mnie szkolenie… w Poznaniu. Co więcej — odbywało się ono 8 czerwca, dokładnie w dniu mojego egzaminu zawodowego (o czym informowałam urząd już wcześniej), lub 12 czerwca, kiedy zdawałam kolejny egzamin. Oczywiście w obu terminach nie mogłam uczestniczyć.
A urzędnicy jeszcze dopytywali czy aby nie zdarzę dojechać prosto po egzaminach do Poznania! He, he, z Zabrza lub Gliwic gdzie odbywały się egzaminy 😅.
Dodatkowo:
• kurs kosztował ok. 3 tysięcy, czyli o 1000 więcej niż ten, który sama wybrałam,
• trwał 3 dni, a nie 2,
• pierwszy termin przesunięto na 19 lipca, a kolejne dni… dopiero jesienią, w październiku, bez dokładnej daty,
• a co najważniejsze — oszacowałam, że udział w tym szkoleniu w Poznaniu, z kosztami dojazdu, noclegu i wyżywienia, wyniósłby mnie około 1000 zł. To absurd, bo byłam wtedy osobą bezrobotną, ubiegającą się o dofinansowanie, więc wydanie tysiąca złotych z własnej kieszeni było zwyczajnym luksusem, na który nie mogłam sobie pozwolić.
Zrezygnowałam, bo cała ta „pomoc” była kompletnie oderwana od moich potrzeb i wcześniejszych ustaleń. Zamiast realnego wsparcia otrzymałam biurokratyczny chaos i poczucie, że mój czas, plany i sytuacja finansowa nie mają znaczenia. Jestem zdegustowana i rozczarowana takim traktowaniem osób, które chcą się rozwijać zawodowo.
Ps. Nigdy się nie poddawajcie, zwłaszcza gdy urzędnicy mnożą i tworzą absurdalne procedury nie dostrzegając człowieka!
Oj, oni to potrafią demotywować i podcinać skrzydła!
Za chwilę minie rok odkąd prowadzę JDG, cały czas się rozwijam i szkolę za własne pieniądze.
Godzinę przed zamknięciem UP, moja żona na prośbę o odszukanie pewnego dokumentu usłyszała m.in.: "ale musiałabym się fatygować...". Wieczne wymówki i totalny brak kompetencji. Co innego jakby to było 10 minut przed zamknięciem. Jedna gwiazdka, bo mniej się nie da !
Przepracowałam 6 lat. Byłam na bezrobociu od kwietnia. Nie otrzymałam żadnej wypłaty od Urzędu! Samodzielne znalazłam pracę! I odmówiono mi w dodatku aktywizacyjnym. Mam 5 dzieci i bardzo czekałam na ten dodatek, ponieważ byłam bez pracy 4 miesięcy razem z mężem, któremu nie przedłużyli umowę.
Urząd pracy mi w żaden sposób nie pomógł i na dodatek odmówili świadczenia aktywizacyjnego mimo zapewnień pracownika urzędu, że ten dodatek 100% będzie nadany, jak samodzielnie znajdę pracę.
Ponadto odmówiono w jakichkolwiek szkoleniach oraz podyplomowych studiach.
Banda nierobów. Człowiek przychodzi zarejestrować się jako bezrobotny bo potrzebuje na już ubezpieczenia a tu czekać trzeba 2 tygodnie na wizytę? KPINA
Aktualizacja: nie spodziewałem się że mój komentarz będzie taki popularny 🙂. No to dopiszę kontynuację.
Zdenerwowany sytuacją w PUP zrobiłem jak mi polecono w urzędzie i skorzystałem z nowoczesnej metody rejestracji elektronicznej. Po pierwsze wygrzebanie wszystkich papierów dot zatrudnienia i ich skanowanie a potem mozolne wypełnianie wszystkich wymaganych rubryk w sumie zajęło mi to jakieś 1.5 godziny, no ale przynajmniej bedę dużo szybciej zarejestrowany prawda? Prawda? No to sobie poczekałem...
Minęły styczniowe dwa tygodnie aktywnego poszukiwania pracy i termin mojej wizyty w PUP o godzinie 14. Tego samego dnia koło 10 dostałem upragnioną odpowiedź z urzędu. Oficjalnie jestem w końcu bezrobotnym. Ciekawostką jest to że przysługujące ubezpieczenie jest z datą wsteczną od złożenia pisma. Ciekawe czy jakbym wylądował w szpitalu i wyszedł przed wydaniem decyzji to ile czasu musiałbym bujać się ze szpitalem i NFZ żeby udowadniać że jednak byłem ubezpieczony? No niewiadomo...
No dobra skoro mam decyzję to co z wizytą? Przyjść czy nie przyjść? Dzwonię... Raz, drugi, trzeci no standard w Polsce... Mam blisko to się jednak przejdę. Szukam ciecia co stoi zawsze i rozdaje papiery przy wejściu. Nie ma, no to szukam i szukam jakiegoś biura. Jest, duże otwarte bez klienteli a w środku panie, jak w w bajce o Asterixie: plotki, ploteczki, kawusia. No praca marzeń! Całe dnie spędzać na pogaduszkach, przyjść wypoczętym z pracy i jeszcze pensję dadzą😀 poproszę etacik od zaraz nawet dwa chętnie przyjmę. No ale niestety😭 tylko informacja że skoro załatwiłem status bezrobotnego to mogę iść na drzewo. No to poszedłem do parku...
Happy end jest taki że dwa tygodnie później pracę znalazłem w zawodzie na dobrych warunkach. Czy za sprawą prężnej instytucji jaką jest PUP? No cóż... Powiatowe urzędy pracy z nazwy można wywnioskować, że dają pracę urzędnikom tam pracującym😏 W styczniu ilość ofert pracy w PUP na takie miasto jakim jest Bielsko to jedynie 40. A miasto liczy ponad 150 tys mieszkańców. Bardzo droga instytucja
Wy chyba robicie sobie jaja, 15 stron A4?! Nie dało się więcej?! Lekceważycie w ten sposób ludzi bezrobotnych! Wam to żeby tylko podać na talerzu a kasa co miesiąc sama leci, URZĄD PRACY do likwidacji!!!!!
Terminy po dwa tygodnie a pusto jak w szklance, coś z wami nie tak!!!!!!